O tym, czy fobie szkodzą miłości–przyjaźni?

 

       Rozumienie „przyjaźni” w tzw. kulturze zachodniej ulegało zmianom na przestrzeni wieków, zostało między innymi oddzielone od miłości i erotyki. Obecnie, jeśli poprosimy o podanie podstawowych jej cech, mamy szansę usłyszeć, że dotyczy ona osób spoza rodziny oraz że nie łączy się z pożądaniem erotycznym [Sowa: 46]. Jak zauważa autorka* dość częsta jest nieufność, co do „czystości intencji” obu stron w przypadku przyjaźni między kobietą a mężczyzną (poza małżeństwem, partnerstwem, czy rodziną). Co więcej w zażyłych stosunkach osób tej samej płci, poszukuje się homoerotycznych podtekstów (przy braku akceptacji dla homoseksualności). M.in. tu właśnie mają swoje źródła przyczyny niechęci u części osób, w mówieniu o miłości do przyjaciół [Sowa: 47].

       Przypominają mi się moje „karkołomne, myślowe ewolucje” np. z okresu, gdy byłem – co tu dużo mówić – homofobem. Polegały one na okazywaniu miłości moim męskim przyjaciołom, ale tak bym nie został posądzony o homoseksualność. W przypadku przyjaciółek, by nie być posądzonym o chęć seksualnego wykorzystania. Co wtedy robiłem? Nazywałem takich przyjaciół braćmi, a przyjaciółki siostrami. „Parasole ochronne” słów „braterstwo/siostrzeńtwo”, „rodzina”, czy „rodzina z wyboru” odsuwały ode mnie groźby posądzenia o rozwiązłość, złe intencje, czy homoseksualność. Dzisiaj wygląda to inaczej, bo z czasem nauczyłem się mówić moim przyjaciołom i przyjaciółkom – „kocham cię” – mówić to co do nich czuję. W mojej ocenie stało się to możliwe i dla tego, że obecnie nie jest dla mnie ujmą posądzenie mnie o homoseksualność, bo przestałem być homofobem. Przestałem też łączyć miłość (z całym jej bogactwem form i rodzajów) z seksem. Jednak nie dlatego, że nasza kultura wciąż cierpi na fobię związaną z seksem, postrzegając go jako coś z natury złego, coś nieczystego, czy grzesznego. A dlatego, że choć seks może być ekspresją miłości, to z całą pewnością nie jest jej ekspresją jedyną, zresztą to niepotrzebnie zubażało by miłość. Dodatkowo zaprzeczając faktowi, że możliwa jest miłość bez seksu, jak i seks bez miłości.

       Dla mnie przyjaźnie nie są furtką do seksu, to raczej pole rozwoju miłości, gdy ta zaistnieje między ludźmi. Czy zatem przyjaźń wyklucza seks między przyjaciółkami, czy przyjaciółmi? Moim zdaniem nie wyklucza, wymaga to jednak rozmowy, rozwagi i namysłu. Koniecznych choćby do tego, by seks między przyjaciółmi nie zaszkodził tej przyjaźni, jak również i pozostałym relacjom takich przyjaciół, by nie zmuszał ich do kłamstwa, robienia czegoś wbrew sobie, prowadzenia podwójnego życia, czy też nie stał w opozycji do wyznawanych przez nich zasad i wartości. To moim zdaniem ważne, tym bardziej, że przyjaźń potrafi nierzadko łączyć ludzi o często różnych: poglądach, orientacjach seksualnych, spojrzeniu na sprawy seksu, czy formy bliskich relacji międzyludzkich. Zatem jeśli spełnienie powyższego jest możliwe, to seks (mogący być piękny, czy dający radość) może ubogacić przyjaźń, dodając jej nowego wymiaru. Jeśli nie, to moim zdaniem nie warto wystawiać na szwank przyjaźni, przyjaciół, przyjaciółek osób nam bardzo bliskich – osób, które ja przynajmniej, kocham i mówię o tym.

       Co do fobii zaś, to warto wg mnie zadać sobie trud pochylenia się nad nimi, szczególnie nad własnymi. Cóż niosą ze sobą poza irracjonalnymi lękami, ograniczeniami, że tak kurczowo się ich trzymamy? Czy pomagają w przyjaźniach, miłościach, czy miejsca fobii nie mogą zająć choćby poznanie, szacunek, otwartość, wreszcie świadome i rozważne wybory?

       Namysł nad tym, pozostawiam już samym czytelniczkom i czytelnikom.

 

*/J. Sowa, Między erosem i arete. Przyjaźń w etyce Platona i Arystotelesa, Łódź 2009/

 

 

Autor: Grzegorz Andrzejczyk-Bruno, www.philianizm.pl, 2016-09-02

 

 

 

 

<Copyrights © 2012 – philianizm.pl> [Uwaga – tekst nie może być kopiowany i publikowany w całości lub części bez zgody jego autora]