Seks w poliamorii

Debata w ramach "VIII Festiwalu Równe prawa do miłości" – 12 luty 2014 roku

 

link do zapisu filmowego: http://www.youtube.com/watch?v=s_O12eKtASU

 

 

 

KOMENTARZ – polecam lekturę

Dziękuję organizatorom  za zaproszenie na spotkanie/dyskusję dot. seksu w poliamorii. Korzystając z okazji chciałem powiedzieć/napisać o kilku, moim zdaniem, ważnych sprawach na omówienie których zabrakło mi czasu. Przepraszam też, że musiałem wyjść przed końcem – niecierpiące zwłoki sprawy zawodowe. Ponieważ debata była nagrywana i zostanie to upublicznione – będę miał okazję poznać wypowiedzi Martyny, Krzysia, jak też dyskusję z publicznością.
Chcę wspomnieć o kilku ważnych moim zdaniem kwestiach, a związanych z tematem przewodnim – seksem w związkach poliamorycznych. Teraz zostaną jedynie zasygnalizowane, ale wg mnie warto poruszyć je na kolejnych spotkaniach poświęconych poliamorii:


- temat „błędów początków" np. braku cierpliwości – niecierpliwość w oczekiwaniu na zgodę/przyzwolenie naszych dotychczasowych partnerów i "dociskanie ich, by się na coś zgodzili". Wreszcie stawianie dotychczasowych partnerów/partnerek przed faktem dokonanym – co często ma charakter romansu w związkach monogamicznych i co często bywa zdradą. Nie z powodu wykraczania poza monogamię, a z powodu złamania zasad jakie obowiązywały nas z partnerką/partnerem.

- warto podyskutować nad zasadą DADT, o tym, że może być rozwiązaniem, ale też może ze sobą nieść i duże koszty dla dotychczasowych relacji.


- na spotkaniu mówiłem o łączeniu stylów, wspominałem o swingowaniu o tym, że jest etyczne, że prawdziwe swingowanie jest właśnie etyczne. Nie powiedziałem nic o BDSM (tu przepraszam osoby opisujące się w ten sposób). Wbrew temu co wielu ludzi ciągle sądzi na temat BDSM – etyka jest w nim obecna, jest jego fundamentalną kwestią. Obecnie przygotowuję dwa teksty/wywiady dotyczące etyki i styku: swingu, BDSM i poliamorii.

- zazdrość, to ważny temat – w związkach w tym związkach poli – nie został on wczoraj przeze mnie omówiony. Osobom zainteresowanym polecam zeszłoroczną debatę temu poświęconą – "Poliamoria a zazdrość" – 15.04.2013 – zapis filmowy


- nie wspomniałem też o ważnej w kontekście omawianego tematu książce Herbert'a Marcuse'a „Eros i cywilizacja” – ukazująca m.in. represyjność wobec seksu a mającą na celu m. in. uproduktywnienie jednostek ludzkich.


- może to oczywiste(?) – seks na różnych etapach życia różnie jest postrzegany i może być to przyczyną nieporozumień, braku zrozumienia. Poza tym seks może mieć różne znaczenie dla konkretnych osób (i to zmieniające się) i nie ma tu moim zdaniem jednego, właściwego, czy też słusznego jego postrzegania.


- kolejny bardzo ważny temat – dzieci w związkach poli, zaczęliśmy mówić o tym, jednak jest tu bardzo ważna kwestia związana z kontekstem kulturowym (m.in.„piętnem inności” ) – zatem co, kiedy i w jaki sposób mówić dzieciom i nie dotyczy to tylko sfery życia będącej tematem wczorajszego spotkania.

- Patryk pytał mnie o mity związane z poliamorią – w zasadzie omówiliśmy jedynie dwa z nich. Jest ich cała masa i ciągle pojawiają się nowe. Nie chcę ich tu wszystkich wymieniać – ponieważ powstałby z tego obszerny rozdział książki.


Skoro mowa o książce – coraz wyraźniej widać potrzebę napisania– polskiej książki dotyczącej poliamorii, obejmującej nasz – polski kontekst kulturowy.

- trzeba wspomnieć koniecznie o umiejętnościach jakie pomagają w życiu w tym w życiu seksualnym osób poli (ale przecież nie tylko poli) moim zdaniem są to: dobra i skuteczna komunikacja, znajomość granic swoich i partnerów/partnerek, przestrzeganie ustalonych wspólnie zasad.


- Patryku – chciałbym by było to jasne – absolutnie dostrzegam niesprawiedliwość związaną z tym, że nie wszystkie osoby mogą w Polsce zawrzeć związek małżeński, że w polskim prawodawstwie brak jest takiej możliwości.


 

- chciałem zauważyć, że powstanie terminu poliamorii (2-ga poł. XX w. USA) – nie zapoczątkowało nowego sposobu myślenia o miłości o związkach, ludzkiej seksualności, że myśli, które w sobie zawiera ten termin były obecne w publikacjach europejskich filozofów, już dużo wcześniej.


- chciałem przypomnieć również jedną ogólnoludzką zasadę, która odnosi się także do seksu – - "nie znaczy nie" – czyli jeśli ktoś komunikuje nam, że nie chce seksu (nie jest nim zainteresowany), to znaczy, że go nie chce. Komunał? Jak pokazuje moja znajomość tematu – to wcale nie jest dla wielu osób tak oczywiste (ze smutkiem).


 

Jeśli chodzi o różnice w postrzeganiu, czy rozumieniu poliamorii – bo tak odczytuję komentarze po spotkaniu. To są tu rzeczy, sprawy ważne moim zdaniem i mniej ważne. Do mniej ważnych zaliczyłbym próbę zdefiniowania poliamorii i osoby poliamorycznej oraz określenia jakie są warunki konieczne do tego by określać coś jako poliamoryczne. Nie było do tej pory w Polsce porządnej dyskusji na ten temat (krąży wiele jej definicji) – myślę, że świetną okazją do tego będzie Konferencja Naukowa „Konsensualna Niemonogamia” (planowana), na której (i tu Pawle dziękuję za podsunięcie tego pomysłu), będzie można zorganizować specjalną debatę na ten temat – „czym jest poliamoria”?


Do spraw ważniejszych – zaliczyłbym co innego (i tu Sylwio dziękuję za przypomnienie), tak naprawdę nie jest ważne, czy coś będzie określane (zaklasyfikowane) jako poliamoria, swing, związek otwarty...czy też pozostanie czymś bez nazwy, etykiety. Ważniejsze jest to by prowadząc określone życie nam samym i osobom, które kochamy żyło się dobrze, lepiej. Czy to komunał? Moim zdaniem nie, nie jest to nawet coś do czego się dąży (a czego się nie osiąga), a raczej droga i to taka, na której popełniamy błędy i na której jesteśmy nieraz brutalnie budzeni konfrontacją z rzeczywistością, jeśli nazbyt się rozmarzymy, gdy nie jesteśmy dostatecznie uważni lub robią to osoby które kochamy, przez które kochani jesteśmy. Dlaczego w takim razie warto podejmować taką dyskusję – ustalać znaczenie słów. Choćby dlatego, że coraz częściej docierają do mnie sygnały, że słowo poliamoria bywa używane niezgodnie z jego znaczeniem, że bywa nadużywane, że to krzywdzi konkretne osoby. Mam tu na myśli to, że wiele osób w poliamorii szuka miłości – za nieetyczne uważam dlatego takie postępowanie kiedy ludzie zamiast miłości otrzymują jedynie jej obietnicę i seks o który chodziło obiecującej/obiecującemu. Przy okazji (naprawdę i szczerze) proszę i zachęcam do tego, by pytać i mówić co rozumie się pod określonymi pojęciami (poliamoria, miłość). Okazuje się często, że to nawet nie zła wola, a to – że ludzie różnie rozumieją znaczenie tym samych słów, że te słowa podlegają zmianom znaczeniowym nawet u tych samych osób. Nie chcę być odebrany, że mam coś przeciwko seksowi – nie, nie mam – bo można za jego sprawą doświadczać wielu pięknych chwil, emocji, doznań – wreszcie seks może być jedną z piękniejszych ekspresji miłości. Mam jednak zastrzeżenia do nieetycznym zachowaniom i pewnej nonszalancji w używaniu słów miłość, poliamoria. Jeśli ktoś zainteresowany jest seksem, niech mówi to jasno – „jestem zainteresowany seksem z Tobą i tylko seksem”. Kiedy ufność, otwartość zostaje wykorzystana, dla zaspokojenia czyichś potrzeb seksualnych, ale przecież nie tylko seksualnych – to jest to naganne. Po czymś takim niejednokrotnie trudno się podnieść, ciężko na powrót zaufać, pokochać. „Nie bądź cyniczny wobec miłości” za „Dezyderatą” Max'a Ehrmann'a – myślę, że to bardzo trafna myśl, podobnie jak cały utwór http://pl.wikipedia.org/wiki/Dezyderata.


Kończąc – seks moim zdaniem nie potrzebuje uzasadnień, nie potrzebuje nawet miłości, jednak potrzebuje z całą pewnością świadomości i etyki (takie są moje odczucia).

Pozdrawiam serdecznie

Grzegorz Andrzejczyk-Bruno /Warszawa, 13.II.2014/


 

 

Ciąg dalszy komentarza do debaty – „Jaki jest seks w związkach poliamorycznych?” /po obejrzeniu filmu/

 

http://www.youtube.com/watch?v=s_O12eKtASU

 

Słuchając wypowiedzi Martyny i Krzysia, pytań i wypowiedzi z sali – dochodzę do wniosku – że należy w najbliższym czasie stworzyć swego rodzaju „platformę etycznej/konsensualnej niemonogamii”. Niemonogamii rozpatrywanej na różnych płaszczyznach – niewyłączności emocjonalnej, seksualnej i społecznej. Jest to moim zdaniem o tyle konieczne, że słowo poliamoria nie jest na tyle pojemnym słowem, by pomieścić w sobie te wszystkie rodzaje niemonogamii, bez elementu miłości. Moim zdaniem to właśnie miłość – jako czynnik zespalający ludzi w relacjach poliamorycznych jest warunkiem koniecznym, by określać coś jako poliamoryczne. Takie też rozumienie tego słowa spotkałem, korespondując z osobami z różnych krajów, takie spotykam najczęściej wśród osób poliamorycznych z jakimi mam kontakt w Polsce. Pokuszę się tu o osobistą refleksję – jeśli ewolucja słowa poliamoria – ewolucja jego znaczenia, będzie podążać w stronę opisu jej jako niewyłączności jedynie seksualnej (bez elementu miłości), to myślę, że wiele osób, przestanie się w ten sposób opisywać. Ja z pewnością do takich osób należę. Przy czym nie jest to dla mnie jakoś specjalnie istotne, z uwagi na postrzeganie jako istotniejszej praktyki życiowej, niż tego jak będzie ona nazywana przeze mnie, przez innych. Niech wyjaśni to debata.

Nie do końca rozumiem wypowiedź Krzysia – który poczuł się w trakcie mojej wypowiedzi – jak sam to określił – jak zboczeniec. Moim zdaniem dość znaczną część swojej wypowiedzi poświęciłem temu – by pokazać, że seks w związkach/relacjach gdzie brak jest wyłączności seksualnej, ale w takich gdzie element miłości nie występuje może być etyczny (np.swingersi). Osobiście nie mam nic przeciwko prowadzeniu rozbudowanego, urozmaiconego życia seksualnego, jeśli ktoś odczuwa taką potrzebę, jeśli jest to konsensualne. Szczerze(!), życzę tu powodzenia – to, że nie jest to moją praktyką życiową, nie znaczy, że inni moim zdaniem powinni żyć w jakiś określony, przeze mnie, sposób. Chciałbym też zwrócić uwagę, że seks dla różnych osób w tym poliamorycznych, może mieć różne znaczenie (z wielu przyczyn), poza tym nie należy zapominać tu o np. AS-ach (osobach aseksualnych) – jest o tym mowa również w przytaczanych „Puszczalskich z zasadami”. Tak jak przeciwny jestem ograniczaniu np. aktywności seksualnej ludzi (o ile ta nie krzywdzi innych), tak też przeciwny jestem temu – by np. z seksu robić swoisty przymus, obowiązek, czy co do faktu, czy co do formy, zakresu, albo jego intensywności, czy wreszcie modę lub poprawność polityczną. Seks – przynajmniej dla mnie – jest wolnością.

Zgadam się z wypowiedzią Martyny co do istoty zdrady – czym ona jest w poliamorii, odbieram to bardzo podobnie. Odnoszę wrażenie, że moje poglądy w wielu miejscach są zgodne lub w niewielkim stopniu różnią się od tych prezentowanych w wypowiedziach Martyny – a za bardzo cenne uważam fragmenty m.in.: o możliwości re definiowania związku poliamorycznego; o tym, że to od osób poliamorycznych zależą zasady w związku; o tzw. „kliszach”; o poczuciu własnej wartości, bezpieczeństwa; o umiejętności bycia samemu/samej.

Jako, że wiele wypowiedzi Krzysia odnosiło się do przedstawionych przeze mnie treści. Napiszę jak to jest u mnie – zaznaczam, jest to tylko i wyłącznie moje zdanie w tej sprawie. Dla mnie seks jest jedną z form ekspresji miłości – dlatego nie uprawiam seksu z osobami, których nie kocham. Nie dlatego, że nie mogę tego robić, nie dlatego, że ustalenia mi na to nie pozwalają – tak tą sferę mojego życia (na dzień dzisiejszy) odbieram. Istotnie, jest tak, jak domyśla się Krzyś swoje relacje zaczynałem, zaczynam nie od seksu (tak jak On) a właśnie od miłości. Nie dlatego, że zasady poliamorii tak nakazują, bo nie nakazują (część relacji rozpoczyna się od seksu, od fascynacji erotycznej), ale dlatego, że jest mi to bliskie. Dodatkowo nie każda relacja miłosna musi posiadać aspekt seksualny. Domyślam się też, że z dużym prawdopodobieństwem seks ma dla mnie i dla Krzysia różne znaczenie w życiu. Które jest lepsze, które gorsze – to dla mnie względne, nacechowane subiektywizmem. Kategorycznie, nie zgadzam się z wypowiedzią Krzysia, że w poliamorii, chodzi tak naprawdę o seks, a mówienie o miłości w poliamorii jest jedynie próbą szukania „alibi na negatywny społeczny odbiór niemonogamii seksualnej” (tak odczytałem jego wypowiedź). Tak jak powiedziałem to dla mnie „zbytek” – by wchodzić w relacje, tylko po to by uprawiać z kimś seks, albo by zasłaniać się słowem „miłość” (doprawdy nie muszę). Znam relacje miłosne – których uczestnicy nie są zainteresowani seksem mimo tego, że nic temu nie stoi na przeszkodzie (jeśli chodzi o ich odbiór sytuacji – mogą, a nie chcą uprawiać seksu) i nie ma w tym ani przymusu, ani wycofania, braku umiejętności, ani rezygnacji. W wypowiedziach Krzysia pobrzmiewa nuta pewności, że wszyscy ludzie chcą seksu, że marzą o nim, że są go spragnieni. Z całą pewnością są tacy ludzie, jednak błędem jest moim zdaniem, że jest to tak oczywista prawidłowość jak to, że „potrzebujemy do życia tlenu”. Znam ludzi dla których seks jest „stratą czasu”, tak są pochłonięci na przykład tworzeniem, pracą, pasją. Seks dla wielu ludzi jest dość istotną sferą życia, ale przecież nie jedyną – i to wcale nie z powodu jego niedostępności, pruderii, nakazów kulturowych. Przestrzegałbym przed taką logiką „ponieważ ja tak mam (albo ponieważ wielu ludzi tak ma) to tak mają wszyscy, a tylko udają, że nie mają”. Nie chodzi tu absolutnie o zawoalowane trywializowanie seksu. Seks może być piękny, znaczący, wreszcie może być również sztuką, choć i to nie wyczerpuje przecież wszystkich cech, opisów jakie są udziałem ludzi. Chciałby zwrócić uwagę na niektóre wypowiedzi Krzysia np. traktowania poliamorii, jako sposobu zaznaczania swojej inności, oryginalności, czy też wyrazu buntu przeciwko zastanej rzeczywistości – choćby przez przyjmowanie etykiety „osoby odchylonej od normy”(czytanie definicji z „Puszczalskich”) – i ustawiania się przez to w opozycji do reszty społeczeństwa. Moim zdaniem jesteśmy częścią tego społeczeństwa i energii nie poświęcałbym na walkę z nim, a raczej na dążenie do harmonijnej koegzystencji.

Co do określeń, nazywania osób, które kocham – to istotnie bywało to kłopotliwe. Podzielę się tu moimi doświadczeniami/rozwiązaniami – ja używam imion. Bo często to co łączy mnie z kimś nie posiada adekwatnej nazwy. I tak przedstawiam te osoby innym:

- To jest Ula*.

- OK, ale kim Ula jest dla Ciebie: żoną, kochanką, siostrą, partnerką, matką Waszych dzieci?

- Nie! Ula jest dla mnie Ulą, kocham ją.                *przykładowe imię

Te relacje i ich subtelności są tak różne, czasem mam wrażenie, że słowa je spłycają, trywializują, nieadekwatnie opisują, że są jak ramy w których czegoś jest za mało, a w innych miejscach za dużo.

Nie zgadzam się z tym , że poliamoria ma wiele wspólnego z polityką (wypowiedź Krzysia), nie przeceniałbym też psychologii jako dziedziny nauki która wieść powinna prym w mówieniu o poliamorii (wielomiłości), czy też miłości – w dyskusjach pomijane są (z dużą szkodą dla tematu) m.in.: filozofia, antropologia, sztuka. Jestem przeciwnikiem upolityczniania zjawiska poliamorii, czy też nadawania jej określonych barw politycznych – bo istotą poliamorii jest miłość – a ta wg mnie jest apolityczna. Kochają ludzie różnych proweniencji politycznych, analogicznie do bycia poli.

Nie zgadzam się z wypowiedzią Krzysia, że nie można wybrać świadomie monogamii. Można i powiem więcej, znam takie osoby, które: definiując się jako poliamoryczne, a wybrały związek monogamiczny; znam też osoby monogamiczne, które zdecydowały się wybrać związek poliamoryczny; czy też wreszcie osoby, które pozostają w związku niemonogamicznym, bo ten zaspokaja ich potrzeby. Myślę, że ludzie są tu bardzo różni, podobnie jak ich potrzeby, które dodatkowo są różne na różnych etapach ich życia. Dokonuje się takich wyborów w życiu – moim zdaniem wybory są częścią składową wolności, naszych poszukiwań. Przestrzegałbym, przed formowaniem w tym względzie jakichś radykalnych tez. Czy też zakładaniu, że osoby nie żyjące w związkach poliamorycznych, czy też konsensualnie niemonogamicznych – są pozbawione możliwość dokonania świadomego wyboru określonego stylu życia. Nie zgadzam się z wypowiedzią Krzysia – jak sam zauważa radykalną – że monogamia jest zła. Moim zdaniem w takiej postawie brak jest otwartości, to zakładanie również, że dla ludzi jakieś rozwiązanie jest lepsze niż inne. Podtrzymuję swoje zdanie z debaty – „szanuję monogamię, jeśli jest świadomym, ludzkim wyborem”. Wielu moich znajomych, przyjaciół żyje w taki związkach i szanuję to, szanuję ich wybory w tym względzie.

Cieszę się, że wszyscy troje zauważyliśmy, wpływ wartości monogamicznych na próby ustalania hierarchii w związkach poli, jak również potrzebę przeciwdziałania temu w praktyce życiowej. Przy czym zauważono, że niejednokrotnie wynika to również z bagażu przeszłości (historii, znajomości, wspólnych przeżyć) tzw. „nowe osoby” z racji tego, że są w naszym życiu krócej – mogą być tak m.in. postrzegane.

 

Padło pytanie z sali o to czy w Polsce są osoby 50+ identyfikujące się z poliamorią? Poznałem i takie osoby (w tym z Polski) i na podstawie rozmów z nimi, wiem, że (w większości) nie nazywają swoich relacji poliamorią, często termin ten jest dla nich nieznany. Nie mniej spełniają „warunki konieczne” do tego by ich związki/relacje określać w ten sposób, czy też takie osoby określać jako osoby poliamoryczne. Wielokrotnie próbowałem zaprosić je na spotkania „grupy warszawskiej”, jednak (zazwyczaj, choć są tu wyjątki) nie są zainteresowane, braniem udziału w takich spotkaniach, podobnie jak wywiadami, badaniami. Jako powód podawały mi np. potrzebę zachowania prywatności, spokoju swojego i osób , rodzin z nimi związanych. Podawany był też argument, że nie chcą być dla nikogo tzw. „żywym dowodem”, autorytetem, że człowieka powinno być stać na podejmowanie w życiu suwerennych decyzji, etyczne komponowanie swojego życia, odwagę/męstwo/determinację pójścia własną drogą w życiu.

Dodatkowo, biorąc pod uwagę nierzetelne publikacje poświęcone tematowi, jak i duże zaciekawienie życiem takich osób, absolutnie mnie ich postawa nie dziwi. W mojej ocenie, komfort życia tych ludzi jest cenniejszy, niż zaspokojenie czyjejkolwiek ciekawości, w tym względzie, czy też szukania ich kosztem uzasadnień dla swoich wyborów życiowych.

 

Kończąc, widzę zdecydowaną potrzebę dyskusji nad tym – czym poliamoria jest w swojej istocie, nie zapominając jednak o jej kolorycie.

 

 

Dla przypomnienia:

 

"In 1992, when the editors of the Oxford English Dictionary contacted Morning Glory Zell to ask for a formal definition and background of the word; part of her response was "The two essential ingredients of the concept of "polyamory" are "more than one" and "loving." That is, it is expected that the people in such relationships have a loving emotional bond, are involved in each other's lives multi-dimensionally, and care for each other. This term is not intended to apply to merely casual recreational sex, anonymous orgies, one-night stands, pick-ups, prostitution, "cheating," serial monogamy, or the popular definition of swinging as "mate-swapping" parties." [Żródło]

 

Grzegorz Andrzejczyk-Bruno /Warszawa, 17.02.2014/

 

  POLYAMORY  friendly <Copyrights © 2012 – philianizm.pl>